Epitaph

Pękają mury Z inskrypcjami proroków A na narzędziach śmierci Odbija się jasny blask słońca Gdy każdy z nas jest rozdarty Przez nocne koszmary i sny Nikt nie założy laurowego wieńca Gdy cisza dławi krzyk Chaos będzie moim epitafium Gdy pełznę wyboistą i zawiłą ścieżką Jeśli powiedzie się nam, usiądziemy I zaczniemy się śmiać Lecz obawiam się, że jutro będę płakał Tak, obawiam się, że jutro będę płakał Pomiędzy stalowymi bramami przeznaczenia Zasiano ziarna czasu I podlewano je uczynkami Uczonych i znanych Wiedza jest niebezpiecznym przyjacielem Jeśli nikt nie określa zasad. Los całej ludzkości jak widzę Spoczywa w rękach głupców Pękają mury Z inskrypcjami proroków A na narzędziach śmierci Odbija się jasny blask słońca Gdy każdy z nas jest rozdarty Przez nocne koszmary i sny Nikt nie założy laurowego wieńca Gdy cisza dławi krzyk Chaos będzie moim epitafium Gdy pełznę wyboistą i zawiłą ścieżką Jeśli powiedzie się nam, usiądziemy I zaczniemy się śmiać Lecz obawiam się, że jutro będę płakał Tak, obawiam się, że jutro będę płakał… Tak, obawiam się, że jutro będę płakał… Płakał… Płakał… Tak, obawiam się, że jutro będę płakał… Tak, obawiam się, że jutro będę płakał… Tak, obawiam się, że jutro będę płakał… Płakał… 

King Crimson - Epitaph  - tłum. Tomasz Beksiński 


Jakim prawem?

A jest to popęd równie mroczny jak bóstwo, w imię którego wprowadza się tego rodzaju regulacje. Bóstwo okrutne i bezlitosne, które zazdrośnie strzeże swej bezwzględnej władzy nad każdym biologicznym życiem (oczywiście z wyjątkiem tych sytuacji, kiedy to lekką ręką zezwalało swoim przedstawicielom na zabijanie heretyków albo czarownic). Bóstwo, które domaga się cierpienia bezsensownego, do niczego nieprowadzącego, pozbawionego jakiegokolwiek celu i wartości – tylko po to, żeby jego przedstawiciele mogli skutecznie dopełnić wymaganych czynności rytualnych. Bóstwo, które nie dość, że powołuje do istnienia organizmy, których jedynym przeznaczeniem jest umrzeć w męczarniach, to zarazem zakazuje wszelkich działań mogących tym męczarniom zapobiec. Zapobiec istnieniu, które będzie wyłącznie jednym wielkim pasmem udręki, niczym więcej. Czy ktokolwiek naprawdę wierzy w takie bóstwo? Być może. Nikt jednak, kto w nie wierzy, nie ma prawa – ani moralnego, ani jakiegokolwiek innego – wymagać takiej wiary od innych. Nikt też nie ma prawa robić ze swojej wiary powszechnie obowiązującego przepisu. Jeśli sam tego pragnie, może się do niej stosować, ale narzucać niczego innym mu nie wolno. Bo powtórzę: nie ma żadnych przesłanek, żeby sądzić, że takie bóstwo istnieje. I nie ma żadnych przesłanek, żeby irracjonalne fantazje wpływały na życie i zdrowie milionów kobiet, okrutnie w imię tych fantazji zmuszanych do kompletnie bezsensownego cierpienia.

Tomasz Stawiszyński - Co robić przed końcem świata


Płaskoziemcy

Ale – znowu – to dalece niejedyny czynnik sprawiający, że we współczesnym świecie teoria płaskiej Ziemi cieszy się coraz większą popularnością. Najistotniejsza wydaje mi się tutaj kwestia zaufania. Czy raczej – jego braku. Do oderwanych od problemów większości ludzi polityków, do rozpadających się instytucji, a wreszcie do innych ludzi, mieszkańców społeczeństwa rozparcelowanego, zatomizowanego, naznaczonego epidemią depresji, samotności i niepewności. A poza tym – lęku. Przed skrajnie skomplikowaną naturą rzeczywistości, potęgą władzy i technologii, biedą, wykluczeniem i chorobami, a do tego jeszcze nadchodzącą ponoć globalną apokalipsą. Oraz poczucia rozpaczy. Z powodu niesprawiedliwości, nierówności, braku dostępu do dóbr zarezerwowanych wyłącznie dla garstki wybranych. I może jeszcze dezorientacji z powodu życia w świecie, którego nikt już dzisiaj nawet nie próbuje objaśniać; którego nikt już dzisiaj nie opowiada, nie stara się odnaleźć perspektywy, języka, mitu, jakim dałoby się ująć doświadczenie współczesnego człowieka i napełnić je choćby elementarnym poczuciem sensu. Niestety, dopóki tego rodzaju opowieść się nie pojawi, dopóki nie zrozumiemy, że potrzebna nam jest ona dzisiaj w stopniu absolutnie niecierpiącym zwłoki, dopóty oświetlona ruchomym reflektorem płaska Ziemia będzie przynajmniej dla części z nas naprawdę atrakcyjną opcją. 

Tomasz Stawiszyński  - Co robić przed końcem świata


I co teraz?

Sprawy uległy gwałtownemu odwróceniu, teraz ojciec znalazł się w roli dziecka, a nawet noworodka, lecz Cécile stawi czoło sytuacji, jest w sile wieku i nie da sobie w kaszę dmuchać. Tego Paul był pewien, jego ojciec nigdy nie znajdzie się w położeniu staruszków godzinami leżących we własnym kale i moczu, w oczekiwaniu na przyjście pielęgniarki, a raczej opiekunki życzliwszej od innych, która zechce zmienić im pampersa. Myśląc o tym, co mogło czekać ojca, jaki mógł być jego los, gdyby nie Cécile i Madeleine, poczuł się nieco przygnębiony i postanowił pójść na spacer po winnicach. O tej porze roku winnice nie wyglądały zbyt imponująco: krótkie, pokręcone, czarniawe, dość brzydkie pędy, które próbowały przetrwać zimę, zachowując całą swoją istotę; aż trudno pojąć, że z takich paskudztw narodzi się kiedyś wino, świat jest jednak dziwacznie zorganizowany, pomyślał Paul, spacerując między krzewami winorośli. Jeśli Bóg naprawdę istnieje, jak uważa Cécile, mógłby podać więcej wskazówek co do swoich zamiarów; Bóg ma jednak beznadziejną komunikację, świat biznesu bez wahania odrzuciłby taką amatorszczyznę. 

Michel Houellebecq  - Unicestwianie


Kapitalizm

Na stopniach Giełdy Paryskiej złotoskórzy mężczyźni wyliczający ceny na swych upierścienionych palcach. Gęganie gęsi. Mrowili się głośno po świątyniach, nieokrzesani, gruboknujące głowy pod krzywo nałożonymi cylindrami. Nie ich: te ubiory, ta mowa, te ruchy. Ich ociężałe, powolne oczy kłamały słowom i żywym, nieszkodliwym gestom, ale znały zagęszczoną wokół nienawiść i wiedziały, że gorliwość ich jest daremna. Daremna cierpliwość usypywania i gromadzenia zasobów. Czas na pewno rozrzuci wszystko. Zasoby zgromadzone przy drodze: plądrowane i przechodzące z rąk do rąk. Ich cierpliwe oczy znały lata tułaczki i hańbę swego ciała. 

James Joyce - Ulisses 


Władza

W nieustającym ruchu pieszych na Prospekcie stale spotykam osoby, których widok z rozmaitych przyczyn jest mi niemiły: moi przełożeni przypominają mi o mojej pozycji podwładnego, moi podwładni sprawiają, że czuję odrazę do sprawowania władzy, która wydaje mi się niegodna, tak jak niegodne są zazdrość, służalczość i niechęć jaką władza wzbudza. Wymazuję jednych i drugich bez wahania. Kątem oka widzę, jak oni maleją i roztapiają się w cienkiej pajęczynie mgły.

Italo Calvino - Jeśli zimową nocą podróżny 


Cień i milczenie

Cudowna cisza, nieprawdaż? – mówił. - O sercach zranionych jak moje powieściopisarz, którego przeczyta pan kiedyś, powiada, że przystoi im jedynie cień i milczenie. I widzisz, dziecko, przychodzi w życiu godzina – jesteś od niej jeszcze bardzo daleko – kiedy znużone oczy znoszą już tylko jedno światło, to, które piękna noc jak dzisiejsza, przyrządza i sączy wraz z mrokiem; kiedy uszy nie mogą już słuchać innej muzyki niż tej, którą gra blask księżyca na flecie milczenia. 

Marcel Proust - W stronę Swanna

1
Using Format